To co zaprezentowała Wisła w swoich dwóch pierwszych meczach na wiosnę wielu zaskoczyło. Inni twierdzą, że Biała Gwiazda prezentuje taką grę od dawna. Niemniej wszyscy (w tym oczywiście i ja) są zgodni, że gra Wisły przeciwko Bełchatowowi i Arce była beznadziejnie słaba, wolna, bez pomysłu, z ofensywnym marazmem.
Jednak w związku z tymi meczami nagle z mediów dowiaduje się o jakimś geniuszu taktycznym trenera Ulatowskiego, o jakieś żelaznej konsekwencji graczy Arki, o zmyśle trenerskim Pasieki itd. itp. O ile takie wypowiedzi z ust komentatorów i ekspertów Canal+ są dla mnie zrozumiałe, gdyż muszą dbać oni o swój produkt, o tyle czytanie tego typu komentarzy we wszystkich gazetach i portalach wywołuje u mnie zdziwienie.
Ilość pochlebstw jakie otrzymał Bełchatów można było jeszcze jakoś przetrawić, ale kolejna ich ogromna dawka, tym razem w kierunku Arki jest już nie tyle niestrawna, co niesmaczna. Istotę problemu nie stanowią pochlebstwa same w sobie, ale to, że tyczą się one stylu gry zaprezentowanego przez oponentów Wisły w tych meczach. A prawda jest taka, że to był żaden.
W przypadku Bełchatowa na siłę można pewne fragmenty gry uznać za przyzwoite, jednak przez większość meczu, tak jak Arka przez cały, prezentowali okropnie i okrutnie słaby futbol. Bełchatów oddał przez cały mecz 1 celny strzał na bramkę. Była to bramka w 2 minucie, a przez resztę meczu nie potrafili oddać strzału na bramkę grającej totalny piach Wisły. Biała Gwiazda absolutnie bez formy, mająca problem z prostymi podaniami, o jakości dośrodkowań nie wspominając zdominowała ten wg dziennikarzy grający tego dnia wyrafinowany futbol Bełchatów na jego stadionie. Kwintesencją piłki nożnej jest zrobić jedną składną akcję na mecz?
To jednak nic w porównaniu do gry prezentowanej przez Arkę Gdynia. W jej wykonaniu nie było ani jednej składnej akcji przez cały mecz. Dwie groźne akcje jakie Arka miała w tym meczu (bramkowa akcja Tshibamby i strzał Trytki w drugiej połowie) miały miejsce dzięki indywidualnym błędom obrońców. W trakcie tej kopaniny komentujący ten mecz Rafał Dębiński stwierdził: Nie można nazwać gry Arki “obroną Częstochowy”. Przytaknęli temu gracze Arki, którzy chwilę później po raz setny w meczu wybili piłką “na pałę” przed siebie, byle jak najdalej. Ten mecz to był jakiś koszmar, przez 90 minut Wisła waliła głową w mur, Arkowcy wybijali na uwolnienie, po czym piłkę przejmowali obrońcy Wisły podawali do przodu, gdzie już obrońcy Arki czekali żeby ponownie wyekspediować futbolówkę. Dzięki Bogu w tej 35 minucie Marcelo zachciało się brazylianę odwalać to przynajmniej można było sobie jakąś bramkę obejrzeć. W tym meczu to Wisła miała większy % posiadania piłki niż Barca w formie hehe.
Jestem przeciwny nazywaniu antyfutbolu: perfekcyjnie realizowanym planem taktycznym polegającym na wykonywaniu intensywnego pressingu w celu utrzymywania przeciwnika z dala od własnego pola karnego. Zamiast tego pogratulujmy po prostu Bełchatowowi i Arce pokonania mistrza Polski.