Wisła da przykład?

W rozgrywkach europejskich z roku na rok nasze drużyny prezentują się coraz słabiej. Dosłownie wszyscy narzekają na brak dobrych rodzimych piłkarzy. Tym czasem w polskich klubach nieprzerwanie panuje polska myśl szkoleniowa. Polscy trenerzy chórem wyśpiewują formułkę o tym, że nie są gorsi od zagranicznych szkoleniowców. umiejętności mają “że ho ho albo i lepiej”. Okres weryfikacji tych słów przebiega zazwyczaj w miesiącach: lipiec i sierpień. Z zagranicy ściągamy zawodników w ilościach hurtowych, niektóre drużyny już mogą wystawić całe jedenastki stanieri, a tak niewielu trenerów obcokrajowców do nas zawitało . W ostatnim dziesięcioleciu była ich garstka: Okuka, Licka, Panik, Pala, Radolsky, Csaplar, Petrescu (z pamięci, więc mogłem kogoś pominąć). Co by o tych szkoleniowcach nie mówić zachodnich wzorców treningowych nie stosowali, no może poza Danem. Do tego tygodnia w ekstraklasie pracował tylko jeden zagraniczny szkoleniowiec - Bakero, z resztą człowiek na dorobku, z niewielkim doświadczeniem jako pierwszy trener (trenera Szatałowa nie liczę, gdyż jest on tyle lat już w Polsce, z resztą ma polskie obywatelstwo).

W związku z tym pytanie: dlaczego nie zatrudnia się w naszych klubach zagranicznych trenerów?

Nie stać ich? Bzdura.

Nie poradzą sobie w naszych realiach? Trzeba właśnie te realia zmieniać i oni mogliby w tym pomóc.

Dlatego bardzo ucieszyłem się, że Wisła wyznaczyła sobie holenderski kierunek. Jestem bardzo ciekaw efektów pracy tego niderlandzkiego tandemu i życzę mu jak najlepiej. Możliwe, że ewentualna dobra postawa Maaskanta może stać się wzorem dla innych klubów. Nasza ukochana ekstraklasa potrzebuje zachodnich szkoleniowców, gdyż bez ludzi z zewnątrz wygrzebanie się z obecnie panującego marazmu będzie bardzo, bardzo trudne.

* Skomentuj ten wpis

Mucha odleciał, kto numerem 1

Przed sezonem naszą ukochaną ligę opuścił najlepszy bramkarz, który jeszcze oficjalnie jako bramkarz Legii zdążył rozegrać 4 mecze na mundialu. Jankowi należy obecnie jedynie życzyć sukcesów na wyspach. Pozostawił on jednak po sobie tron z wygrawerowanym podpisem: “najlepszy bramkarz Ekstraklasy”. Kto na nim zasiądzie? Kto na tych wszystkich niezliczonych galach i plebiscytach będzie otrzymywał puchary, dyplomy i inne kryształy w sam raz na meblościankę? Kandydatów jest kilku.

1. Jasmin Burić - wśród wymienianych zawodników, dzięki którym Lech zdobył swojego upragnionego majstra bardzo rzadko przewijało się to nazwisko, ale to właśnie on po słabiutkim początku sezonu w wykonaniu Kasprzika stanowił jakość między poznańskimi słupkami. Obecnie powoli dochodzi po kontuzji do swojej normalnej dyspozycji a kiedy będzie w formie ostro zawalczy o tytuł najlepszego w naszej lidze. Jedno co mnie dziwi w przypadku tego bramkarza to jest dlaczego nie otrzymuje powoływańdo bośniackiej reprezentacji.

2. Grzegorz Sandomierski - nasza największa wraz z młodym Szczęsnym nadzieja bramkarska. Nie będę długo uzasadniał, gdyż walory tego zawodnika opisywałem w jednym za wcześniejszych swoich wpisów dodam tylko, że brakuje mu doświadczenia, które dzięki Bogu regularnie w Jadze zbiera oraz optymalnego ustawiania się - w tym przypadku pole do popisu ma trener.

3. Bojan Isailović - kolejny reprezentant bałkańskiej szkoły. Dla mnie był on odkryciem wiosny. Szkoda, że nie zagrał na mundialu. Powiem szczerze ten bramkarz ma wszystko, dosłownie wszystko by nazywać go klasowym bramkarzem. Nie mam do czego się przyczepić, przy golach jakie wpuszcza komentatorzy nie mogą powiedzieć jednego ze swoich ulubionych zwrotów: “bramkarz powinien się lepiej zachować”. Pytanie brzmi: co on robi w Zagłębiu Lubin? W tym momencie dla osób odpowiedzialnych w Zagłębiu za ten transfer należą się wielkie brawa.

4. Krzysztof Pilarz - bardzo solidny zawodnik, a dla bramkarza nazwanie go solidnym to duży komplement. Wielce udany poprzedni sezon w jego wykonaniu przełożył się na wyniki zespołu. Myślę, że bardzo dobrze robi mu konkurowanie o miejsce w składzie z Perdijicem, ma z kim rywalizować na treningach. Może w tym sezonie jeśli będzie równie udany jak poprzedni jego gra zostanie uhonorowana, poczekamy, zobaczymy.

5. Marian Kelemen - ostatnim z głównych kandydatów jest rodak Muchy, który chciałby utrzymać słowacką hegemonie. Powiem szczerze, że jakoś nie mogę się przekonać do jego umiejętności, co nie zmienia faktu, że już w kilku meczach okrzyknięto go najlepszym zawodnikiem. W Śląsku bardzo go chwalą tym bardziej, że od dawna klub szukał dobrego bramkarza. No cóż może w tym sezonie pokaże grę, po której nie będę miał już wątpliwości, że jest klasowym zawodnikiem.

Czarne konie, niespodziewane eksplozje talentu, niedoceniani broniący jak w transie? Będzie bardzo trudno o takich zawodników w tym sezonie. Tym bardziej, że nowi w ekstraklasie albo przegrywają rywalizacje z Pawełkiem albo są mocni tylko w gębie (choć w tym przypadku nie wykluczam, że już za jakieś pół roku będziemy mieć do czynienia z zupełnie innym zawodnikiem - każdy dzień pod okiem Dowhania oznacza wzrost umiejętności).

* Skomentuj ten wpis

Obraz nędzy i rozpaczy

Przed meczami trzecich rund kwalifikacji do europejskich pucharów wiedziałem, że można spodziewać się różnych scenariuszy ale to co się wydarzyło we czwartek począwszy od godziny 18:00 przerosło moje wyobrażenia. To był dramat polskiej piłki w trzech aktach, co jeden to gorszy. Największą tragedią wczorajszych spektakli było to, że doszło do tego Jak można było dopuścić do takich wyników na naszych stadionach, przy własnych kibicach. grając u siebie. Łatwość z jaką nasze drużyny traciły bramki na własnych stadionach była więcej niż przerażająca, porażająca i wprawiała w jeszcze wiele więcej innych stanów emocjonalnych. Normalnie czuję się jakbym dostał w pysk. Cały rok walki o czołowe miejsca w lidze po to aby w europejskich pucharach, które są wyznacznikiem jakości i pozycji w Europie uzyskiwać takie wyniki. Komentarz do konkretnych meczów lub piłkarzy jest zbędny, gdyż zaprezentowali się podobnie a licytacja którzy byli najsłabszymi ze słabych nie ma sensu.

Przestrzegałbym bym także przed podejściem do gry naszych zespołów typu: „nasi piłkarze są tak słabi, więc porażka z Azerami to nic dziwnego”, oni tylko na to czekają by ktoś im wmawiał: „macie prawo przegrać azerskimi klubami”, chociaż kto wie może już teraz są na takim etapie, że według nich przegrać u siebie z Qarabağiem to nie wstyd. W tym momencie chciałbym z całego serca pogratulować polskim piłkarzom. Nie ma w tym co piszę żadnej ironii ani szydery. Gratulują im, że za taką jakoś pracy jaką świadczą otrzymują tak nieadekwatne wynagrodzenie, naprawdę tak z ludzkiej sympatii podziwiam ich, imponują mi ich sposób zarobkowania i sam chciałbym osiągać takie wyniki w tej materii co oni, brawo panowie! Jest prosperita, więc trzymajcie tak dalej.

Kto jest winien porażek w tym tygodniu Lecha, Ruchu, Wisły i Jagi i stanu polskiej piłki? Odpowiedź jest prosta one same i nikt więcej. Za poziom polskiej piłki odpowiedzialne są tylko i wyłącznie kluby. Na czym polega główny grzech polskich klubów? Na tym, że swoje coraz większe budżety inwestują w pensje piłkarzy a nie w szkolenie młodzieży. Tak, tak właśnie tak, to słynne, „mityczne” już niemal szkolenie młodzieży. Klubów ekstraklasy dotyczy to w szczególności. Wbrew pozorom główna przyczyna jakości wyszkolenia młodych polskich piłkarzy jest niebywale błacha. Można sobie zakładać szkółki, akademie piłkarskie ale to nie da dużych efektów. Dlaczego? Bo w tym kraju najzwyczajniej w świecie nie ma trenerów juniorów i tyle. Pierwszy polski klub, który zainwestuje pieniądze w wykształcenie profesjonalnych, opierających się na zachodnich system treningu młodzieży trenerów, ten będzie ustawiony w naszej kopanej na lata. Jest to jednak temat na osobny wpis. Dodam tylko, że trener juniorów nie szkoli piłkarzy a wychowuje na piłkarza, nasza myśl szkoleniowa twierdzi, że to prawie to samo ale jak wiadomo prawie…

* Skomentuj ten wpis

Ranking UEFA, czyli o co toczy się gra

Aktualnie na komfort nie przejmowania się czymś takim jak ranking UEFA pozwolić sobie mogą jedynie Anglicy i Hiszpanie. W pozostałych krajach liczy się każdy mecz, skrupulatnie odliczane z dokładnością do jednej tysięcznej punkciki. Dotyczy to m.in. walki dwóch znakomitych europejskich lig: niemieckiej z włoską o trzecie miejsce w rankingu, które oznacza 4 drużyny w Lidze Mistrzów (obecnie Bundesliga ma blisko 4,5 punktu przewagi nad Serią A, więc Włosi będą musieli się bardzo postarać, żeby 3 miejsca w rankingu nie stracić). Jeśli chodzi o sam ranking podzielony jest na kilka ważnych przedziałów:
Miejsca 1-3 = 4 kluby w Lidze Mistrzów
Miejsca 4-6 =3 kluby w Lidze Mistrzów
Miejsca 7-15 =2 kluby w Lidze Mistrzów
Miejsca powyżej 15 =1 klub w Lidze Mistrzów
Istotnym progiem jest także miejsce 21, gdyż drużyny z tego kraju zaczynają eliminacje do Ligi Europejskiej od drugiej rundy, czyli jeden z klubów nie musi rozpoczynać gry już 1 lipca.

W praktyce to jednak nie ranking krajowy jest najważniejszy, lecz ranking klubowy, według którego w pucharach odbywa się podział klubów na rozstawione i nierozstawione w losowaniach. Bycie zespołem rozstawionym to największy handicap jaki klub może mieć w pucharach. W tym roku Lech startował w pucharach jako 147 klub w Europie, przez co w III rundzie eLM nie był rozstawiony i przez co najprawdopodobniej w IV rundzie eLM lub eLE również rozstawiony nie będzie, aby był rozstawiony to w trzecich rundach eliminacyjnych musiałby odbyć się prawdziwy pogrom faworytów, co jest mało prawdopodobne. Co gorsza współczynnik klubowy Lecha (11,008) jest niższy od 20% współczynniku krajowego Anglii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec. Oznacza to, że jakikolwiek z klubów z tych krajów w pucharach miałby wyższy współczynnik klubowy od Lecha. Jeszcze gorzej pod tym względem wygląda Wisła, która startuje jako klub numer 165 i dodatkowo wszystkie kluby z Francji i Rosji notowane są wyżej od niej. Istotność 20% rankingu krajowego poznaliśmy dokładnie w tym roku na przykładzie polskiej drużyny. Dzięki współczynnikowi dla Polski w dwóch rundach eliminacyjnych Ruch był rozstawiony i w rezultacie oglądać go będziemy niedługo w meczach z Austrią. Identyczny współczynnik jak Ruch ma również Jagiellonia, gdyż oba te zespoły przez 5 ostatnich sezonów nie grały w europejskich pucharach i właśnie dla takich klubów ta zasada 20% funkcjonuje. Oba te rankingi są ze sobą połączone i przy dobrych występach klubów mogą stać się samonapędzającą się maszyną sukcesów, czego przykładem jest Rumunia i jej pozycja w rankingu. Natomiast dobrym przykładem klubu, który dzięki raz zdobytemu wysokiemu współczynnikowi co roku można oglądać w fazach grupowych pucharów jest FC Basel, mimo że mają lepsze i gorsze sezony dzięki rozstawieniu udaje im się awansować. W tym roku startują jako 38 klub w rankingu, wyprzedzając takie uznane marki jak Galatasaray, Dynamo Kijów, Celtic itd.

Awans do faz grupowych bez rozstawienia jest bardzo trudny a taki los czeka nasze kluby, zatem cieszmy się, że wszystkie cztery są wciąż w grze i niech rankingi w górę idą (aktualne rankingi:http://www.xs4all.nl/~kassiesa/bert/uefa/index.html). W przyszłym tygodniu kolejne mecze, więc jak to kiedyś śpiewano przed mundialem „do boju Polsko”.

AC Sparta Praga : Lech Poznań - mecz z Azerami na pewno dał im do myślenia, więc powinni wyjść przeciwko Sparcie skoncentrowani i wówczas można liczyć na wyrównany pojedynek, remis jest realny.
Ruch Chorzów : FK Austria Wiedeń - trudno przed tym meczem o optymizm, niemniej Ruch dysponuje dobrymi bramkarzami w nich nadzieja.
Wisła Kraków : Qarabağ Ağdam - Wisła wciąż słabo wygląda w obronie, więc miejmy nadzieje, że Azerowie podobnie jak Litwini z rzadka będą ją niepokoić, trzeba zdobyć odpowiednią zaliczkę przed dalekim wyjazdem.
Jagiellonia Białystok : AS Áris - wyniki sparingów Jagi wyglądały obiecującą, a Grecy mimo że są faworytami to od czołówki greckiej mocno odstają, jednak ten mecz będzie dużą niewiadomą oby z happy endem.

* Skomentuj ten wpis

Mundial a sprawa polska

Mistrzostwa się zakończyły - Hiszpania mistrzem. Następną wielką piłkarską imprezą są Mistrzostwa Europy, no właśnie…

Obserwowałem ten mundial pod względem tego, jak mogłaby się na nim zaprezentować reprezentacja Polski, choć dokładniej powinno się stwierdzić: ile jej do tego poziomu brakuje. O dziwo okazało się, że drużyny pokroju naszej kadry przyzwoicie się na mistrzostwach zaprezentowały. Mam tu na myśli naszych dwóch eliminacyjnych rywali: Słowaków i Słoweńców, którzy w podstawowych składach posiadali po jednym reprezentancie z polskiej ekstraklasy. Swoją drogą ich postawę można oceniać dwojako: z jednej strony drużyny o potencjale zbliżonym do Polski wychodzą z grupy (jak Słowacy) lub są tego bliscy (Słoweńcy), co powinno być dla nas optymistycznym znakiem. Z drugiej strony jednak pozostaje pewien niesmak dlaczego oni potrafią zagrać dobrze w turnieju a my na trzech ostatnich naszych mistrzostwach (MŚ 2002, 2006; EURO 2008) nie. Dlaczego nasi piłkarze stosują zasadę: 1 mecz otwarcia, 2 mecz o wszystko, 3 mecz o honor, natomiast tacy Słowacy biją się jak równy z równym w 1/8 z późniejszymi wicemistrzami świata Holendrami. Obie drużyny pokazały w meczach z Anglią, Włochami i Holandią, że można grać z europejskimi potęgami wyrównane mecze na mistrzowskim turnieju, co mam nadzieje za 2 lata polscy piłkarze również zaprezentują, bo byle kto na EURO się nie zakwalifikuje.

Wzorem dla nas mogą być także piłkarze z Urugwaju i nie chodzi mi tu o porównanie czysto piłkarskiego rzemiosła, ale o nastawienie mentalne do meczu, o ich zaangażowanie w grę, nie odpuszczanie. Słowakom też oczywiście zaangażowania nie brakowało, co przyniosło efekt. Fakt, że taki sposób gry wymaga znakomitego przygotowania fizycznego, ale nasi piłkarze zawsze powtarzają, że w tym elemencie treningowym najłatwiej o poprawę. Afrykański mundial pokazał także jak istotny nacisk trenerzy stawiają na grę defensywną i konsekwencje taktyczną. Okazało się, że zasada “mistrzostwa wygrywa się defensywą” w roku 2010 jest bardzo aktualna. Pokazał to Inter i pokazała to światu w RPA Argentyna, co się dzieje z drużyną w której ataku gra Messi z Tevezem i inni, gdy ma ona słabą obronę. Także panie selekcjonerze Smuda jest nad czym pracować, 6:0 nawet z mistrzem świata nie można przegrywać.

Mistrzostwa, mistrzostwami a tym czasem rozkręcają się boje naszych ekip w eliminacjach europejskich pucharów. Na razie perfekcyjnie spisał się Ruch dwukrotnie pokonując Kazachów, z Maltańczykami mile widziana powtórka, aby zdobyć te jakże cenne punkciki od UEFY. Jutro pierwszy mecz w eLM Lecha, natomiast w czwartek Wisły (ze środkiem obrony Kowalski- Cleber), oby nie było przykrych niespodzianek, których przez ostatnie lata nazbierało się zdecydowanie za dużo. Kibicujmy polskim klubom w pucharach, bo polskiej lidze bycie na 25 miejscu w Europie chluby nie przynosi.

* Skomentuj ten wpis

Najszybciejsza piłka

Koniec ligowych zmagań to czas podsumowań, analiz, ale także i przypuszczeń nad zmianami przed nowym sezonem. Chciałbym w tym okresie poruszyć temat nie drużyn, piłkarzy a magazynu o naszej ukochanej ekstraklasie emitowanego na antenie TVP 2. Ze względu na jego formułę nazywanego przeze mnie, parafrazując słowa naszego reprezentanta Ireneusza “najszybciejszą piłką”.

Pytam się jak to możliwe, że ligowa piłka, której tak niewiele w ogólnodostępnej telewizji jest prezentowana w programie trwającym niecałe pół godziny. Naprawdę czas antenowy w niedziele po 23 jest tak cenny, że nie ma możliwości przedłużenia programu choćby o kwadrans? Pokazywanie krajowego futbolu poprzez puszczenie 4 skrótów pod rząd a w komentarzach poruszenie jednego z nich albo w ogóle potraktowanie ich po macoszemu ma podobno służyć promocji naszej kopanej. Rozumiem, że ludzie mają się cieszyć  z tego, że cokolwiek im się pokaże. Swoją drogą same skróty nie są normalne (Liga+, Liga+Extra) tylko są to skróty skrótów. Nowy sezon zawsze oznacza dokonywanie zmian i korekt i telewizję publiczną, w której przecież za sport odpowiada jaśnie wielmożny pan Szaranowicz proszę: dajcie Szybkiej Piłce więcej czasu antenowego, zwolnijcie ją trochę.

Czas trwania programu to mój główny zarzut również dlatego, że rzutuje on na inne elementy takie jak wypowiedzi gości. Ograniczają się wówczas ich wypowiedzi do minimum a człowiek ogląda sobie taki magazyn po to właśnie, żeby sobie trochę tej piłki pooglądać i o niej posłuchać. Bardzo się cieszę, że ekspertem w tym programie jest Maciej Szczęsny, którego bardzo cenie za podejście do piłki z dystansem i za duże poczucie humoru. Zawsze słucham go z przyjemnością. Prowadzący szału nie robią, ale ujdą choć niezbyt dużo wnoszą do programu. Jeśli chodzi o personalia w studiu to najsłabiej moim zdanie wypada pan Szostek. Często porównuje sobie kontrowersje w Lidze+Extra z tymi z Najszybciejszej i pan Szostek bardzo często interpretuje wiele boiskowych zdarzeń odwrotnie od pana Sławomira Stępniewskiego z Canalu. Mi zdecydowanie opinie pana Sławomira wydają bardziej merytoryczne, wyważone, po prostu lepsze. Do tego panu Szostkowi z wielką łatwością przychodzi krytyka sędziów nie dotycząca błędów popełnionych przez nich na boisku. Oczywiście jaki poziom sędziowania mamy to wszyscy wiemy, ale moim zdaniem “pan ekspert od spraw sędziowskich” nie prezentuje wcale wyższego, a może i słabszy.

Także proszę dajcie ludziom choć trochę więcej piłki nożnej w ogólnodostępnej telewizji.

* Skomentuj ten wpis

Czas na mecz sezonu

24 kwietnia o godzinie 16:00 na stadionie Suche Stawy w Krakowie rozbrzmi pierwszy gwizdek meczu sezonu. Oczy całej piłkarskiej Polski zwrócone będą na stadion Hutnika. Bardzo się ciesze, że mecz ten transmitować będzie TVP2. Co jak co, ale pakiet telewizyjny, w skład którego wchodzi magazyn ze skrótami meczów i czterema bodajże transmisjami w sezonie to bardzo dobry pomysł Ekstraklasy SA (czas ekipy pana Rusko mam nadzieje dobiega końca, gdyż pożytku z ich pracy brak). Dzięki temu pakietowi kibic nie posiadający C+ choć trochę więcej po obcuje z naszą kochaną kopaną (temat jakości programu Szybka piłka zasługuje na osobny wpis)

Wracając do meritum. Mecz sezonu, a właściwie mecz prawdy będzie to głównie dla Lecha. Wszelakiej maści dziennikarze już dawno ogłosili, właściwie koronowali Lecha na majstra Polski. Ich główne argumenty można streścić zwrotem “za zasługi”. Na szczęście tak to nie działa i nikt mistrzem w ten sposób nie zostanie. Najbardziej istotne w związku z tym meczem jest to, że Wisła nieważne czy wygra czy przegra będzie po 25 kolejkach liderem. Zatem Lech ten mecz wygrać musi. Jeśli nie zaczną odrabiać strat w tym meczu, to już mogą z ich odrabianiem nie zdążyć. Taka sytuacja rodzi niebywałą presje wyniku, której niestety brakuje na naszych ekstraklasowych boiskach.

Wisła przed tym meczem ma jeden, główny problem, nazywa się on Arkadiusz Głowacki. No cóż na kartki nie ma rady, ale osłabienie jest to ogromne. Wisła w meczu ze Śląskiem pozostawiła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony skonstruowali sporo ładnych akcji, z drugiej jednak ich wykończenie to był koszmar, to był dramat. Mimo to mam jakieś wewnętrzne przeświadczenie, że w tym meczu Wisła pokaże, że to ona jest mistrzem, pokaże jak się idzie na majstra po raz trzeci z rzędu. Dla Wisły w tym meczu remis będzie jak zwycięstwo, zwycięstwo zapewnieniem sobie mistrzostwa, a porażka zmniejszeniem liczby punktów przewagi nad drugim zespołem w tabeli.

Mecze tego typu lubią być nudnymi 0:0, oby w sobotę czekało nas widowisko. Miejmy nadzieje, że mecz sezonu będzie tak nazywany nie tylko ze względu na jego stawkę, ale i na zaprezentowany przez 90 minut i “plus to co doliczy arbiter” poziom sportowy.

* Skomentuj ten wpis

Urok pucharów

W ferworze ligowych rozgrywek mało uwagi poświęca się Pucharowi Polski. Brak odpowiedniej otoczki medialnej, nie traktowanie tych meczów z odpowiednim prestiżem jest złym zjawiskiem. Tym bardziej zważywszy na dużą sportową nagrodę jaką jest jest start w trzeciej rundzie eliminacji Pucharu UEFA Ligi Europejskiej. Złudne mogło być przekonanie, że po zawieszeniu Pucharu Ekstraklasy, jedynemu pucharowi jaki się odbywa poświęcone zostanie więcej uwagi. Już zapowiedziano, że w przyszłym sezonie PE zostanie reaktywowany i cieszę się, że nasi piłkarze dostaną kilka więcej okazji w sezonie do pobiegania na boisku, przyda im się.

Jagiellonia, Lechia, Pogoń, Ruch, któryś z tych klubów jest o krok od gry w europejskich pucharach i bardzo dobrze! Zagrały te drużyny z zaangażowaniem, na poważnie i za taką postawę należy im się nagroda. Występ w europejskich pucharach dla któregokolwiek z tych klubów to będzie wielkie wydarzenie. O ile dobrze pamiętam jako ostania to z tej czwórki Pogoń grała w pucharach, ale szybko pyknęli ich wówczas Islandczycy. Choćby teraz miało być podobnie i doszłoby do zakończenia pucharowej przygody po 2 meczach, to te drużyny na te 2 mecze zasłużyły.

Dzisiaj rozlosowano pary półfinałowe i zapowiada się zacięta walka o finał:

Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok
Ruch Chorzów - Pogoń Szczecin

* Skomentuj ten wpis

Wisła i gloryfikacja antyfutbolu

To co zaprezentowała Wisła w swoich dwóch pierwszych meczach na wiosnę wielu zaskoczyło. Inni twierdzą, że Biała Gwiazda prezentuje taką grę od dawna. Niemniej wszyscy (w tym oczywiście i ja) są zgodni, że gra Wisły przeciwko Bełchatowowi i Arce była beznadziejnie słaba, wolna, bez pomysłu, z ofensywnym marazmem.

Jednak w związku z tymi meczami nagle z mediów dowiaduje się o jakimś geniuszu taktycznym trenera Ulatowskiego, o jakieś żelaznej konsekwencji graczy Arki, o zmyśle trenerskim Pasieki itd. itp. O ile takie wypowiedzi z ust komentatorów i ekspertów Canal+ są dla mnie zrozumiałe, gdyż muszą dbać oni o swój produkt, o tyle czytanie tego typu komentarzy we wszystkich gazetach i portalach wywołuje u mnie zdziwienie.

Ilość pochlebstw jakie otrzymał Bełchatów można było jeszcze jakoś przetrawić, ale kolejna ich ogromna dawka, tym razem w kierunku Arki jest już nie tyle niestrawna, co niesmaczna. Istotę problemu nie stanowią pochlebstwa same w sobie, ale to, że tyczą się one stylu gry zaprezentowanego przez oponentów Wisły w tych meczach. A prawda jest taka, że to był żaden.

W przypadku Bełchatowa na siłę można pewne fragmenty gry uznać za przyzwoite, jednak przez większość meczu, tak jak Arka przez cały, prezentowali okropnie i okrutnie słaby futbol. Bełchatów oddał przez cały mecz 1 celny strzał na bramkę. Była to bramka w 2 minucie, a przez resztę meczu nie potrafili oddać strzału na bramkę grającej totalny piach Wisły. Biała Gwiazda absolutnie bez formy, mająca problem z prostymi podaniami, o jakości dośrodkowań nie wspominając zdominowała ten wg dziennikarzy grający tego dnia wyrafinowany futbol Bełchatów na jego stadionie. Kwintesencją piłki nożnej jest zrobić jedną składną akcję na mecz?

To jednak nic w porównaniu do gry prezentowanej przez Arkę Gdynia. W jej wykonaniu nie było ani jednej składnej akcji przez cały mecz. Dwie groźne akcje jakie Arka miała w tym meczu (bramkowa akcja Tshibamby i strzał Trytki w drugiej połowie) miały miejsce dzięki indywidualnym błędom obrońców. W trakcie tej kopaniny komentujący ten mecz Rafał Dębiński stwierdził: Nie można nazwać gry Arki “obroną Częstochowy”. Przytaknęli temu gracze Arki, którzy chwilę później po raz setny w meczu wybili piłką “na pałę” przed siebie, byle jak najdalej. Ten mecz to był jakiś koszmar, przez 90 minut Wisła waliła głową w mur, Arkowcy wybijali na uwolnienie, po czym piłkę przejmowali obrońcy Wisły podawali do przodu, gdzie już obrońcy Arki czekali żeby ponownie wyekspediować futbolówkę. Dzięki Bogu w tej 35 minucie Marcelo zachciało się brazylianę odwalać to przynajmniej można było sobie jakąś bramkę obejrzeć. W tym meczu to Wisła miała większy % posiadania piłki niż Barca w formie hehe.

Jestem przeciwny nazywaniu antyfutbolu: perfekcyjnie realizowanym planem taktycznym polegającym na  wykonywaniu intensywnego pressingu w celu utrzymywania przeciwnika z dala od własnego pola karnego. Zamiast tego pogratulujmy po prostu Bełchatowowi i Arce pokonania mistrza Polski.

* Skomentuj ten wpis

Ileż on miał karatów

Ostatnimi laty wielu piłkarzy mianowano “nadziejami polskie piłki”. Początkowo tytuł ten nadawano po jednej udanej rundzie. Obecnie wystarczy już kilka meczów i zbliżamy się powoli do granicy jednego dobrego spotkania, ba może zagrania. Jednak był pewien zawodnik, który zasługiwał na miano piłkarskiego diamentu. Jego talent był na miarę tej najpiękniejszej odmiany węgla.

Gdy debiutował w 2002 roku w ekstraklasie miał już na koncie tytuł mistrza Europy U-18. W następnym sezonie już pierwszoplanową  postacią w Groclinie. W sezonie 2003/2004 nie był już młodym zdolnym, on był gwiazdą polskiej ligi. Sebastian Mila dysponował deficytowym towarem jak na naszą ligę - znakomitą lewą nogą. Swoją dobrze ułożoną stopą strzelał, podawał, dośrodkowywał z wielką łatwością i lekkością. Na tle ekstraklasy Żurawskiego, Szymkowiaka i innych po prostu błyszczał. Następny krok w karierze Sebastiana mógł być tylko jeden, mityczny “zachód”. Historie wyjazdów naszych zawodników na ten słynny “zachód” są różne, ale decyzja Mili i jej konsekwencje były wyjątkowe. W wyborze klubu postanowił zachować rozsądek. Chciał zaaklimatyzować się w europejskiej piłce. Zrobił coś co wydawało się ideą ze wszech miar słuszną  i mądrą. Kto by pomyślał, że polski piłkarz zniweczy swoją karierę przez  umiar i rozsądek. Niestety jego wybór padł na ligę austriacką. To zdecydowanie nie była liga dla technicznego piłkarza, a potem na dokładkę jeszcze ta Norwegia. Teraz można jedynie sobie gdybać, co by było gdyby trafił do innego klubu.

Obecny Sebastian Mila to już nie ten sam piłkarz. Teraz jest to zawodnik z przebłyskami, a wcześniej jego blask dawał po oczach.  W tym roku Sebastian kończy 28 lat, więc pozostaje mieć tylko nadzieje, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wróci ten Mila, który był podstawowym zawodnikiem reprezentacji narodowej. Choć z talentem i umiejętnościami jakimi dysponował powinien dzisiaj grać na zachodzie w meczu ligowym, a nie przygotowywać się do sezonu ze Śląskiem.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« sierpnia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930