Wisła da przykład?
W rozgrywkach europejskich z roku na rok nasze drużyny prezentują się coraz słabiej. Dosłownie wszyscy narzekają na brak dobrych rodzimych piłkarzy. Tym czasem w polskich klubach nieprzerwanie panuje polska myśl szkoleniowa. Polscy trenerzy chórem wyśpiewują formułkę o tym, że nie są gorsi od zagranicznych szkoleniowców. umiejętności mają “że ho ho albo i lepiej”. Okres weryfikacji tych słów przebiega zazwyczaj w miesiącach: lipiec i sierpień. Z zagranicy ściągamy zawodników w ilościach hurtowych, niektóre drużyny już mogą wystawić całe jedenastki stanieri, a tak niewielu trenerów obcokrajowców do nas zawitało . W ostatnim dziesięcioleciu była ich garstka: Okuka, Licka, Panik, Pala, Radolsky, Csaplar, Petrescu (z pamięci, więc mogłem kogoś pominąć). Co by o tych szkoleniowcach nie mówić zachodnich wzorców treningowych nie stosowali, no może poza Danem. Do tego tygodnia w ekstraklasie pracował tylko jeden zagraniczny szkoleniowiec - Bakero, z resztą człowiek na dorobku, z niewielkim doświadczeniem jako pierwszy trener (trenera Szatałowa nie liczę, gdyż jest on tyle lat już w Polsce, z resztą ma polskie obywatelstwo).
W związku z tym pytanie: dlaczego nie zatrudnia się w naszych klubach zagranicznych trenerów?
Nie stać ich? Bzdura.
Nie poradzą sobie w naszych realiach? Trzeba właśnie te realia zmieniać i oni mogliby w tym pomóc.
Dlatego bardzo ucieszyłem się, że Wisła wyznaczyła sobie holenderski kierunek. Jestem bardzo ciekaw efektów pracy tego niderlandzkiego tandemu i życzę mu jak najlepiej. Możliwe, że ewentualna dobra postawa Maaskanta może stać się wzorem dla innych klubów. Nasza ukochana ekstraklasa potrzebuje zachodnich szkoleniowców, gdyż bez ludzi z zewnątrz wygrzebanie się z obecnie panującego marazmu będzie bardzo, bardzo trudne.
Komentarze (4)
